Należy demokrację w naszym kraju zlikwidować. Po cholerę nam ona. Jak Polska długa i szeroka rodacy się kłócą, jeden na drugiego nie może patrzeć. Jeśli ten drugi wygłasza poglądy , których nie podziela ten pierwszy, natychmiast obaj stają w postawie bojowej. I w tego pierwszego i w tego drugiego - a znajdzie się również i trzeci, który sprzeciwia się poglądom pozostałych - wstępuje duch wściekłej wrogości.
Niektórzy nazywają ten stan piękniej. Jest to dowód patriotyzmu, europejskości, ideowej czystości.
Bij wroga! Bij, bij, bij ! Oto Polska właśnie. Biało-czerwona . Czerwona ze złości, biała z zapiekłości.
Wszystko rodaków dzieli. I brzoza. I aborcja. I wolne związki. Jeden czy drugi klecha (a nawet Klechta lub Klechda). Kręci się ta rodzima karuzela. Na wschodzie patrioci i parafialne pienia. Na zachodzie powiewy germanizmu. W stolicy kocioł do kwadratu, bo choć prawdziwych warszawiaków już nie ma, każdy gra warszawiaka - cwaniaka. Bój się Boga narodzie!
W tej sytuacji należy wrócić do tego, co było. Najlepiej do czasów, gdy niczego nie było. Gdy wszystko było na kartki oprócz octu i własnej żony (albo cudzej). Jeśli ktoś pisnął słowo przeciwko świetlanej przyszłości i rzeczywistości - ten rozpoczynał życie w samotności ( za kratkami).
Właśnie przygotowuję wykład o czasach stalinizmu w Polsce. To dopiero była laba dla każdego. Polak Polakowi był prawdziwym bratem. Po drugiej stronie stał ten - kto był katem. Ale ogólnie była jedność w narodzie. Ludzie się wspierali. Ten, który wrócił po 5 latach z więzienia za szeptaną propagandę ( dowcip polityczny) był przyjmowany jak przyjaciel. Ci, którzy w czasach październikowej odwilży wracali z zesłania na Sybir byli noszeni przez sąsiadów na rękach.
Polacy byli w Polakach rozkochani!
A więc precz z demokracją, w której na wszystko wolno. Po cholerę nam ona.
Niech wróci stare. Niech nam pałą wybiją z głowy powszechne międlenie o wyższości jednej partii nad drugą. Niech nam dokopią. Może znowu, jak ongi, uratujemy to, co nasze. To mianowicie, że możemy być szanującymi się wzajemnie rodakami.
To oni rządzą światem. I to oni winni są całemu złu na tym świecie, oczywiście z wyjątkiem cyklistów. Cyklistów, w każdym razie w Polsce, ostatnimi czasy się namnożyło, natomiast masoni i Żydzi jakby przycichli. Ale raz po raz, w imię umiłowania haseł narodowych wyciąga się z lamusa i jednych, i drugich. Ma to oznaczać, że nadal rządzą światem, ale się skryli. A skoro się skryli, to z pewnością spiskują.
Osobiście życzę im w tym spiskowaniu samych sukcesów. Lepiej bowiem mieć do czynienia z człowiekiem mądrym, aniżeli z głupcem. A głupców w naszej Ojczyźnie obrodziło jak nigdy dotąd. Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć ( better to lose than to the wise from the foolish found).
Po 123 latach niewoli największym filosemitą okazał się Marszałek Józef Piłsudski, to on bowiem nadał polskim Żydom pełne prawa obywatelskie. Iluż to Żydów zaczęło wówczas grać pierwsze skrzypce w polskim życiu nie tylko handlowym, gospodarczym, ale przede wszystkim kulturalnym. Polacy - poza endecką prawicą i częścią kleru ( przede wszystkim niższego szczebla ) - potrafili to docenić.
Długa jest lista postaci, które zapisały się na trwale w polskiej kulturze. Rodzina Natansonów w swoich kolejnych pokoleniach wsławiła się w dziedzinie nauki i kultury. Bracia Maurycy i Samuel Orgelbrandowie prowadzili działalność wydawniczą i drukarską, w latach 1859-1868 wydali 28-tomową Encyklopedię Polską. Ileż polska kultura, literatura zawdzięcza Mieczysławowi Grydzewskiemu, który wraz z Antonim Bormanem był założycielem „Wiadomości Literackich”, periodyku intelektualistów warszawskich w latach 1924-1939. Wokół czasopisma skupił się kwiat mistrzów pióra, znakomitych polskich poetów i pisarzy międzywojnia. Sam zaś Grydzewski był - tak można powiedzieć - polskim „nacjonalistą”.
Jednym z bliskich współpracowników Grydzewskiego był Antoni Słonimski, poeta i eseista, którego ojciec, Stanisław, lekarz, ukrywał przed carską policją Józefa Piłsudskiego (w latach 1905-1906). Jego brat, Piotr, również lekarz, działał w podziemiu Polski Podziemnej w czasie II wojny światowej. Znakomitym pisarzem polskim żydowskiego pochodzenia był Józef Wittlin. Wspólnie z Janem Lechoniem i Kazimierzem Wierzyńskim byli w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ( wtedy na wygnaniu) kontynuatorami wielkiej tradycji polskich pisarzy, oddanych sprawie niepodległości. Pisarz i krytyk literacki, Wilhelm Feldman, w 1905 r. włączył się do ugrupowania, któremu przewodził Józef Piłsudski, a w 1914 r. wstąpił do Legionów, aby walczyć o wolną Polskę.
Marian Hemar, poeta i satyryk, cieszył się w Polsce wielką popularnością w latach 1918 - 1939. W czasie wojny i po jej zakończeniu, już w Londynie, był bardem polskim na emigracji. Jego patriotyczne wiersze nadawane przez BBC podtrzymywały na duchu Polaków w kraju i zagranicą. Gdy Izrael uzyskał niepodległość, zapraszano Hemara na wieczory poezji i witano go z entuzjazmem, mimo że swoje wystąpienia zawsze rozpoczynał dramatycznym wierszem, w którym wyznawał, iż ojczyzną jego jest Polska i pozostanie jej wierny aż do śmierci. Juliusz Kleiner, Bolesław Leśmian, Julian Klaczko, Julian Tuwim zajmują znaczące miejsce w historii polskiej literatury. Żydem był Polak nad Polakami Marceli Handelsman, historyk i profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas wojny pracował w podziemiu w biurze informacyjnym AK. Aresztowany przez Gestapo został wysłany do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Józef Feldman, syn Wilhelma, kontynuował tradycje rodzinne. Był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Aby uniknąć aresztowania przez Gestapo, zmienił nazwisko na Sokołowski. Był nauczycielem podziemnego uniwersytetu i brał udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie powrócił na Uniwersytet Jagielloński. Innym wybitnym polskim historykiem był Szymon Aszkenazy, delegat Polski do Ligi Narodów w latach 1920-1923. O Aszkenazym można powiedzieć, że nawet swoich naukowych pracach książkach był więcej niż patriotą polskim. Widział w polskich dziejach wszystko co wspaniałe i zwycięskie.
Artur Rubinstein to najwybitniejszy polski muzyk żydowskiego pochodzenia. Wielki pianista, wielki Polak. Na sesji inauguracyjnej Narodów Zjednoczonych w San Francisco w 1945 roku, po odegraniu hymnu Stanów Zjednoczonych wstał i rzekł: "Miejsca zarezerwowane dla przedstawicieli mojego kraju są puste i nikt nie będzie tu przemawiał w imieniu Polski. Aby jednak przypomnieć o jej walce i o jej prawach, odegram teraz polski hymn narodowy”.
Wszyscy, łącznie z prezydentem USA Harrym Trumanem, podnieśli się z miejsc i w ciszy wysłuchali Mazurka Dąbrowskiego. Odbyło się to poza oficjalnym programem i tylko artysta miary Rubinsteina mógł sobie pozwolić na łamanie protokołu w ten sposób. Po wojnie Rubinstein utrzymywał kontakt z polskimi emigrantami. Odwiedzał Polskę. Powiedział kiedyś: "Polacy to ludzie szaleni. Odbudowują zabytki, a sami mieszkają w ruinach i piwnicach."
Arnold Szyfman nazywany jest ojcem teatru polskiego. Odegrał kluczową rolę w budowie tworzeniu Teatru Polskiego w Warszawie. Po I wojnie światowej był kolejno założycielem i dyrektorem teatrów Małego i Kameralnego, dyrektorem naczelnym warszawskich teatrów, a ponadto dyrektorem Narodowego, Letniego i Nowego. Teatralny monarcha! Tytan pracy!
W dziedzinie medycyny światową sławę zyskał prof. Ludwik Hirszfeld, wynalazca systemu klasyfikacji grup krwi i autor wielu innowatorskich prac. W czasie okupacji uciekł z getta i ukrywał się u polskich rodzin. Po wojnie uczył mikrobiologii na Uniwersytecie Wrocławskim.
Natomiast poniżej armii „prawdziwych Polaków” dedykuję kilka nazwisk wybitnych postaci, którzy położyli w naszym kraju podwaliny pod wolnomularstwo i je przez dziesięciolecia oficjalnie lub potajemnie, jak w czasach PRL-u, budowali. Wolnomularze polscy zrobili dla Ojczyzny tyle DOBRA, co ZŁA czynią dziś ci, którzy topią kraj w morzu nienawiści, zabijając demokrację i wolność słowa.
Oto niektórzy polscy wolnomularze (masoni), wśród nich m.in. ostatni prymas Polski I Rzeczpospolitej a także Kościuszko, Narutowicz, ostatni król Polski Poniatowski, inni:
Juliusz Kaden Bandrowski (1885-1944, pisarz), Kazimierz Bartel (1882-1941, premier II RP), Wojciech Bogusławski ( 1757-1829, ojciec polskiego teatru), Tadeusz Cegielski ( ur. 1948, historyk; szczycę się znajomością z profesorem), Józef Chłopicki (1771-1854, uczestnik Insurekcji Kościuszkowskiej, wojen napoleońskich i powstania listopadowego), Adam Jerzy Czartoryski (1770 - 1861, polityk), gen. Jan Henryk Dąbrowski (1755-1818, twórca Legionów Polskich), Ignacy Działyński (1754 - 1797, bohater Insurekcji Kościuszkowskiej), Józef Ksawery Elsner (1769 - 1854, nauczyciel Chopina), Marian Falski (1881 1974, autor „Elementarza”), Janusz Korczak (1878 -1942, pisarz, lekarz, legionista), Tadeusz Kościuszko (1746 -1817, Naczelnik Insurekcji), Zygmunt Krasiński (1812 – 1859, poeta), Edward Lipiński (1886 – 1986, wybitny ekonomista, członek KOR), Jan Józef Lipski (1926 – 1991, krytyk, publicysta, członek KOR), Gabriel Narutowicz (1865-1922), pierwszy prezydent II RP), Michał Kleofas Ogiński (1765 -1833, kompozytor), Juliusz Osterwa (1885 -1947, aktor), Ignacy Jan Paderewski (1860-1941, muzyk, premier II RP), Gabriel Podoski (1719 - 1777, Prymas Polski), Michał II Jerzy Poniatowski (1736 - 1794, ostatni Prymas Polski I Rzeczpospolitej), Stanisław August Poniatowski (1732-1798, ostatni król Polski), książę Józef Poniatowski (1763-1813, wódz wojska polskiego), Zbigniew Religa (1938-2009, wybitny kardiochirurg), Edward Rydz - Śmigły (1886-1941, legionista, Marszałek Rzeczpospolitej), Walery Sławek ( 1979-1939, premier II RP), Antoni Słonimski (1895-1976, poeta), Jerzy Stempowski (1893-1969, eseista, krytyk), Andrzej Strug (1871- 1937, pisarz), Hanna Suchocka (ur. 1946, premier III RP), Klemens Szaniawski (1925 - 1990, filozof; bardzo się szczycę znajomością z tą wybitną postacią, wywiad, jaki przeprowadziłem z profesorem w przededniu wybuchu stanu wojennego w jakimś stopniu przeszedł do historii).
I to byłoby na tyle. Jeśli dotknąłem tego tematu to dlatego, że coraz więcej pojawia się głosów, które nie mają nic wspólnego z tzw. prawdą historyczną. Ale popolować na czarownice zawsze można.
Powiedz mi gdzie mieszkasz, a powiem ci kim jesteś. Początki miałem znakomite. Urodziłem się na ulicy Kopernika, 2 tygodnie przed II wojną światową. Jako dziecko wojny brałem w niej czynny udział nieustannie zbiegając do piwnicy podczas bombardowań, które lubiłem, gdyż po ich zakończeniu zbierałem na podwórku odłamki, uznając je za zabawki, jakie mi Bozia z nieba przesłała.
Późniejsze dzieciństwo spędziłem mieszkając na ulicy Moniuszki. Czy można sobie wymarzyć kogoś bardziej patriotycznego? Wielki twórca wielkich oper narodowych! I na dodatek szczerze religijny. Wkrótce zostałem ministrantem i wbrew sobie opuściłem te szeregi z uwagi na kradzież mojego mienia przez innego ministranta.
Gdy zacząłem dorosłe życie bywało różnie. A to dwa, trzy lata na Głowackiego (było Głowackich kilku), a to mieszkałem na Marchlewskiego (tu zaczynały się polityczne schody). Kilka lat przechowałem się niedaleko Lasku Bielańskiego (było sielsko, diabelsko). Wreszcie wylądowałem na vis-à-vis Moskwy - taką nazwę nosiło kino i właśnie wtedy ogłoszono stan wojenny. Brrrr...
Gdy zaś przyszedł czas na wyprostowanie kręgosłupa, zamieszkaliśmy z żoną malarką na Tyrmanda ( jemu pędzel też nie był obcy). Miałem blisko do prymasa i na bazarek przy Hali Mirowskiej.
Grubo ponad ćwierć wieku temu wstąpiłem w bojowe szranki. Zaciągnąłem się do husarii. To Czarniecki jest patronem mojej ulicy (gorzej z przybyłymi z okolicznych osad sąsiadami, którzy nie władają ani bronią, ani poprawnym językiem ojczystym, ani czymkolwiek, co uprawniałoby do oddania im szacunku). Patriotycznie zaś całą piersią oddycham idąc na Cytadelę (mam 200 metrów do jej szubienic).
Oto moja bogata historia. Opowiedziałem ją ponieważ optuję za dekomunizacją. Precz z ulicą Okrzei i Waryńskiego, choć życie zakończyli z rąk carskich. A Józef Piłsudski lepszy? Bratał się z Austriakami, zmieniał religie, żeby się po raz drugi ożenić. A generał Józef Bem? Przecież skończył marnie. Został feldmarszałkiem armii Imperium Osmańskiego czyli kumał się z przodkami plus-minus dzisiejszych uchodźców, rasy muzułmańskiej, wiary obcej.
Słowem optuję za dekomunizacją tych i owych niby bohaterów oraz za dekomunizacją nazw ulic, uliczek i innych pozostałości tamtych czasów, z sobą włącznie i moim psem Burkiem. Dekomunizacja bowiem jest nam potrzebna po to, aby nasze dzieci, wnuczęta ślubne i bez ślubu mogły oddychać demokracją, która być może już wkrótce zje własny ogon, co nie daj Boże amen.
W naszym kraju ojczystym dominuje wrzawa i jazgot. Gdzie nie spojrzeć hałas, harmider i chaos. Towarzyszą nam na co dzień. Głównie w życiu politycznym. Ten i ów, tamci i ci, hordy zapiekłych w nienawiści , gotowych na wszystko, aby tylko powalić przeciwnika, obiecują narodowi czyli tłumom raj na ziemi. A na deser - każdemu oddzielnie, indywidualnie, bezpośrednio gwiazdkę z nieba.
Obiecują choć sami, ci nieco mądrzejsi, nie wierzą we własne obietnice. Gawiedź zaś wierzy, taka jest bowiem natura gawiedzi. Wrzask, hałas, chaos - łączy przywódców tej ziemi z tłuszczą tej ziemi.
Tłuszcza to ci, którzy nie myślą. Ślepo wierzą wrzeszczącym tym na górze. Tłum nie może myśleć, bo tłum to siła mięśni. Głowę i rozum tracisz w momencie, gdy wchłania cię tłum, gdy mu ulegasz, gdy nawet nie wiesz co krzyczysz, ale wiesz, że nie jesteś sam, czując potęgę tłumu zamieniasz się w tłum czyli tracisz samego siebie. I na dodatek masz poczucie bezpieczeństwa. Jest to poczucie fałszywe i zdradliwe,
Wrzawa i jazgot to także specjalność mediów. Tworzenie hałasu czyli tzw. szumu medialnego nie jest przypadkowe. Sprawia, że odbiorca kupuje towar lśniąco opakowany, kupuje to, co się świeci, nie ma możliwości zajrzeć do środka. A w środku? Bełkot udający dysputę.
To nie jest odkrywanie Ameryki. To jest przypominanie niebezpieczeństwa wiszącego nad nami. W świecie cywilizowanym funkcjonują mechanizmy kontrolne. U nas politycy wycofują się rakiem z tego świata, ponieważ na pierwszym miejscu stawiają stworzenie mechanizmów quasi dyktatorskich.
Nad Polską krążą czarne chmury wrzasku i chaosu, z politykami w rolach głównych. To oni, aby zdobyć fotele lub umocnić się w nich, plotą piąte przez dziesiąte. Zniewalają i ogłupiają. Przodują rządzący, za nimi nadążają inni - głodni apanaży i stanowisk. To jest nowy sposób zniewalania. Może przede wszystkim ogłupiania. Ale od ogłupiania do zniewalania jest już tylko krok.
Hałas w jakim żyjemy, zagłusza wartości. Nie tylko te największe, one zresztą potrafią się przebić, można powiedzieć, że są niezniszczalne. Hałas i chaos niszczą to, co wartościowe na codziennym poziomie. Od zagłady lasów i rasowych koni, po eliminowanie z życia publicznego ludzi mądrych, z moralnym autorytetem, tacy są groźni dla zachłyśniętych posiadaniem władzy. A przecież dla dobra Ojczyzny to oni powinni sterować państwem.
Hałas rodzi chaos. Chaos - moralny relatywizm. Brak busoli – dryfowanie.
Pisał Tadeusz Różewicz:
Jak my się kaleczymy
roztargnieni spieszący się
jak my się kaleczymy
wzajemnie okrutni w skupieniu czujni
nieomylni w zadawaniu ciosu
Polskiej inteligencji prawie już nie ma. To znaczy nie brak inteligentnych Polaków, lecz nie istnieje inteligencja jaka społeczność, w takim rozumieniu, z jaką mieliśmy do czynienia w przeszłości, licząc od XIX wieku, w II RP, po II wojnie światowej aż gdzieś do pierwszego dziesięciolecia III RP.
Inteligencja polska mordowana była przez hitlerowców i Sowietów. Ale nie udało się im jej całkowicie zniszczyć. W PRL-u nie była głaskana, ale była na tyle silna, że to ona właśnie była mózgiem przewrotu solidarnościowego. Obecnie inteligencja wyrzucona została za burtę. W ostatnim czasie zaczęto traktować ją jak zbyteczne piąte koło u wozu. Wyśmiewają się z niej , a jakże, nawet panie i panowie, zasiadający w ławach poselskich.
Inteligencja nie ma w ręku instrumentów obrony. Co najwyżej odwraca się od życia publicznego. Profesorowie uniwersyteccy w proteście przeciwko politycznej głupocie oddają najwyższe państwowe odznaczenia, występują z gremiów, z szeregów instytucji państwowych. Nie chcą - mówiąc krótko - mieć do czynienia z politycznym zaprzaństwem. Inteligencja polska przechodzi do lamusa. Co prawda coraz więcej młodych Polaków kończy wyższe studia, jeszcze do niedawna studenci zapisywali się nawet na dwa, trzy kierunki studiów, ale to łapanie kilka srok za ogon świadczy o tym, jak podchodzi się do studiów. Tu nie chodzi o pogłębianie wiedzy, o ćwiczenie umysłu, lecz o szukanie takiego kierunku, którzy da „większą kasę”. Zresztą jeśli mowa o studiach, o wyższym wykształceniu, to prawdę mówiąc, kto dziś szanuje godność profesora uniwersyteckiego. To nie jest żadna przepustka na salony. Zresztą salonów intelektualnych w ogóle nie ma. A jeśli gdzieś się skryły, to tak głęboko, że ich nie widać.
Natomiast salony otwarte są szeroko dla dorobkiewiczów. Przede wszystkich politycznych. W polityce, w partii, w parlamencie widzą dla siebie największe szanse. Zasiadając w ławach poselskich gotowi są sprzedać duszę diabłu. Ale nie tylko polityczni dorobkiewicze polityczni brylują w III RP. Nie brak uzurpatorów, za inteligentów uchodzących. To liczna grupa pań i panów, autorów własnych biografii o bohaterstwie osobistym i hrabiowskim pochodzeniu dziadka. Najlepiej się sprzedają wspomnienia z alkowy, o podbojach miłosnych w Paryżu i Nowym Yorku, sukcesach na scenie teatru, który jeszcze nawet nie powstał.
Inteligencja wymiera na naszych oczach ku uciesze całej antyinteligenckiej większości. Ci, których cechuje pogarda dla inteligencji – upatrują w niej przyczynę wszelkich narodowych nieszczęść. Gdy dochodzi do niepowodzeń gospodarczych czy politycznych szuka się kozła ofiarnego. Jajogłowi, jak zwykło się określać inteligentów, pasują na oskarżonych wręcz idealnie.
W aktualnej III RP panuje kult krzepy. Z inteligencika wyśmiewają się nawet uczniowie szkoły podstawowej. Anachronizmem są tzw. dobre maniery, coś takiego jak honor przestało nawet funkcjonować w języku polskim. Wyszydzany inteligent stoi wystraszony na boku, a najczęściej leży (w grobie). Co prawda bez tych inteligencików nie było by lotów kosmicznych, laptopów i innych doskonałości, ale przecież dzisiaj górą jesteśmy my. My chamy! My jesteśmy większością. My chamy - solą narodu! My chamy - pieszczochem władzy. Bez nas - każdy przegra. Od księdza po ministra. Honor ? A co to takiego? Na śmietnik z nim. Na śmietnik z koncepcjami etycznymi Conrada, Abramowskiego, Kotarbińskiego. Ossowskiej. Na śmietnik z ideałami Bartoszewskiego, księdza Tischnera, Giedroycia i Mazowieckiego.
Do przodu chłopki - roztropki. Kroczą sobie wesoło przytupując po trupach polskiej inteligencji. A kto się za bardzo mądrzy jest po prostu głupi. Cham wygrał! Reszta won z naszego narodowego, rodzimego, chamskiego podwórka!
Gdy władza ingeruje w życie twórcze określa się to zamordyzmem. Nawet jeśli dochodzi do tego w kraju demokratycznym, takim na przykład jak Polska.
Jednym z największych w historii zamordystów był Józef Wissarionowicz Stalin. Podporządkował sobie filozofię, muzykę, historię, nauki ekonomiczne, nauki przyrodnicze, malarstwo, architekturę literaturę. Przewodnie motywy były wszędzie te same: każdy obcy to potencjalny wróg, żadnego klękania przed Zachodem. Wszystkie dziedziny kultury należy podporządkować sławieniu wodza i państwa. Dla świętego spokoju trzeba zniszczyć wszelkie ogniska twórczości samodzielnej myśli. Dziś, gdy w kraju demokratycznym politycy próbują ingerować w twórczość i wskazują jakie należy robić filmy, jakie wystawiać sztuki teatralne, czy nawet jakie pisać książki, ożywają upiory przeszłości.
A więc - głoszą upiory - zadaniem literatury, teatru i filmu jest wychowywać młodzież w duchu patriotyzmu i zapału do budowy ustroju. Literatura, film i malarstwo mają być partyjne i polityczne, mają demaskować gnijącą kulturę, mają pokazywać wielkość człowieka i ludu - i to nie tylko jakim jest on dzisiaj, ale także, jakim będzie w przyszłości. Stalin nie oszczędzał nawet muzyki. Z jego polecenia w styczniu 1948 r., na konferencji kompozytorów, dyrygentów i krytyków muzycznych, wrogami ludu pracującego miast i wsi ogłoszono tych, którzy komponują zgniłą muzykę burżuazyjną, którzy szukają natchnienia w zachodnich nowinkach, zamiast kontynuować tradycje wielkiej muzyki narodowej. Muzyka zaś ma służyć ludowi. Teatr ma służyć ludowi. Film ma służyć narodowi a nie wyuzdanym piewcom tego, co uderza w wielkość naszego ludu. Tych, którzy nie podporządkowali się wodzowi wykluczano. W różny sposób. Zsyłki na Sybir należały do kar
"humanitarnych".
Historia - w mniejszej lub większej skali - lubi się powtarzać.
Polska ma nad sobą rodzimą władzę, ale tu i ówdzie coś tam nam doskwiera i coś tam się kojarzy, najlepiej więc byłoby, żeby ci, którzy sprawują władzę nad Wisłą i innymi rzekami, nie wpadali w euforię i nie głosili, że tylko oni mają rację i monopol na mówienie tego, co białe, co czerwone, co polskie, i co antypolskie, gdyż jakiekolwiek sterowanie narodem kończy się fatalnie dla wszystkich.
Dla narodu - co jest zrozumiałe. I dla nich również. Wszak znalezienie się na śmietniku historii jest karą od której nie ma odwołania.
